wstecz
facebook
google
twitter

Stretching – co to jest i po co to komu?

Termin „stretching” przybył do Polski z zachodu i oznacza po prostu rozciąganie. To jest dosyć jasne, ale zazwyczaj ludzie nie rozumieją po co mieliby się rozciągać. W końcu w tym czasie można biegać, podnosić ciężary, uderzać w worek lub robić tysiąc innych rzeczy w ramach treningu. Czyli po co robić coś, co zabiera nam czas? Otóż powodów jest kilka.

Najczęściej wymieniane efekty rozciągania to:

  • Zwiększa efektywność treningu przez uelastycznienie, ukrwienie i rozluźnienie mięśni oraz poprawienie krążenia, dzięki czemu ćwiczy się łatwiej i efektywniej,
  • Poprawia gibkość i zakres ruchu ciała, przez co mocno zmniejsza ryzyko kontuzji zarówno podczas ćwiczeń, jak i poza nimi,
  • Przeciwdziała zakwasom i przyspiesza regenerację,
  • Poprawia metabolizm, wspomagając przyswajanie substancji odżywczych, co pozwala lepiej spalać tłuszcz i budować mięśnie,
  • Odstresowuje i poprawia samopoczucie,
  • Poprawia ogólną sylwetkę i może wyszczuplić uda przez rozciągnięcie oraz wydłużenie mięśni, dzięki czemu nie są tak zbite.




Możliwe, że coś pominąłem, ale w dużym skrócie: po zrobieniu dobrej rozgrzewki, które ma w sobie elementy rozciągania, po prostu stać nas na więcej.

Odpowiednie naciągnięcie mięśni i ścięgien powinno je wzmacniać i dawać naszemu ciału luz, dzięki któremu nasze ciało będzie bardziej wydajne. Odpowiednie jest słowem kluczowym w rozciąganiu. W końcu słyszałem wiele bzdur na temat rozciągania typu:

„Rozciągaj się 10 minut przed treningiem.”
„Poświęć 15 minut na rozciąganie po treningu.”

W tym momencie ja mam pytanie: Co to za bzdury?

Jeżeli przychodzę na siłownię, zajęcia grupowe, czy po prostu chcę pobiegać, to mam poświęcać na to 15 minut przed i 10 minut po? Jak idę się przebiec 15-20 minut szybkim tempem, to powinienem się rozciągać do tego 25 minut?




Komu by się chciało?

Na pewno nie mnie. Zwłaszcza jeżeli efekty nie byłyby specjalnie widoczne. Jeżeli jednak takie rozciąganie przynosiłoby naprawdę widoczne efekty, to sprawa wyglądałaby inaczej. W końcu celem wszelkich ćwiczeń są konkretne efekty i te efekty MUSZĄ być widoczne po pewnym czasie. W przeciwnym wypadku kontynuowanie takich ćwiczeń nie ma sensu. Tylko…

Czy na rozciąganie trzeba poświęcać tak dużo czasu?

Otóż nie. Znam metody, które zajmują 2-5 minut, albo nawet niecałą minutę w zależności od sfer, które chcemy rozciągnąć. Do tego te metody mogą przynieść odczuwalny efekt w przeciągu dwóch tygodni. Albo nawet w przeciągu paru minut od ich wykonania. Sprawdzałem to na sobie i na ludziach, którzy ćwiczą często oraz tych, którzy ćwiczą rzadko lub wcale. Nie było negatywnych opinii.

Zważając na to, że robię szpagaty i ponad-szpagaty, uważam, że jestem dość dobrze rozciągnięty. Nie spędzałem też wielu godzin dziennie, ani kilku lat, żeby do tego dojść. Nie jest to też kwestia genów, bo z całej rodziny ja jeden doszedłem do takiego poziomu rozciągnięcia. Dlatego sądzę, że mam dość doświadczenia i kompetencji, żeby móc radzić w tym temacie. Możemy pominąć fakt, że jestem licencjonowanym instruktorem rekreacji ruchowej, bo to akurat nie jest specjalnie ważne. W końcu miałem styczność z instruktorami, którzy nie wiedzieli co robią z ludźmi, czego jest też mnóstwo w internecie np. na temat rozciągania.

Jeżeli natomiast chodzi o zgłębianie istoty rozciągania według mnie, to cóż…

Zapraszam do przeczytania następnego artykułu 🙂